W związku z wykonywaną przeze mnie działalnością, bardzo często spotykam się z ludźmi, na których książki Władimira Megre wywarły duży wpływ. I chociaż sama Anastazja wielokrotnie prosiła, aby nie robić z niej obiektu kultu, nasze stare schematy, skłonności bywają tak silne, że robimy to wbrew jej prośbom.

Trafiają się ludzie owładnięci chęcią poznania Anastazji, odwiedzenia jej. „A czy organizuje pan wycieczki do Anastazji, do tajgi” – nie, nie organizuję… „A dlaczego Anastazja nie udzieli wywiadu przed kamerą” – przecież ona sama odpowiada na to pytanie w pierwszym tomie książki… „A pan spotkał Anastazję, jeździł do niej?” – <Biorę głęboki wdech, bo już po samym pytaniu rozumiem, że ktoś przeczytał ok. 50 stron książki i nic nie zrozumiał, ale jest zachwycony oraz „mega podjarany”, więc na mnie spłynął zaszczyt i radość parafrazowania tego, co napisane w pierwszych tomach „Dzwoniących Cedrów” >…

Niektórzy twierdzą, że Anastazja kontaktuje się z nimi, przemawia do nich w wizjach, nakazuje coś lub poucza, – chociaż ona sama stwierdza, że nigdy tak nie robi, że tak robią tylko „niepełnowartościowe byty” i wyjaśnia cały mechanizm za tym stojący.

Generalnie panuje dość powszechna tendencja do wybiórczego traktowania jej wypowiedzi, i „uczepiania się” pewnych fragmentów i czynienia z nich swoistej religii. Tak jest na przykład z koncepcją Wiosek Rodowych, – które są przedstawione jako etap, sposób na doskonalenie środowiska życia, ulepszania relacji międzyludzkich i wprowadzania harmonii, równowagi. Tymczasem często Siedlisko Rodowe staje się synonimem duchowości, celem samym w sobie i jedyną słuszną drogą
– „A ty masz już swój hektar? Nie masz [jeszcze]? A dlaczego?” –
I już następuje przejście w tryb pt. <natrętna ciotka na przyjęciu rodzinnym>. Ciocia patrzy na ciebie z litością, bo ty taki biedny, nie masz jeszcze swojej ziemi. Ale jak już będziesz miał, to będziesz szczęśliwy. Będziesz jednym z „nas”.

I to jest dopiero schemat. „Przeniosę się na ziemię, zacznę robić wszystko po anastazjowemu, będę szczęśliwy”. O, tak. Powodzenia. Jak swoje nieszczęśliwe życie przeniesiesz w inne miejsce to na pewno wszystko się ułoży, energia Miłości i moc Przyrody wszystko naprostuje. Chociaż Anastazja mówi, żeby nie uciekać od cywilizacji, żeby najpierw posprzątać wokół siebie, tu i teraz, już dziś tworzyć i rozszerzać przestrzeń miłości wokół siebie, daje proste rady, od czego zacząć, wszystko jest punkt po punkcie napisane w książkach…, Ale umysł „wie lepiej” i wyrywa się, żeby działać, robić, wymyśla zadania, stawia cele – i zwykle wszystko to na opak…

W skrajnej wersji, te schematyczne poglądy przyjmują spolaryzowaną formę Wioska-Miasto. Dobre Siedliska Rodowe kontra Zły System. Anastazjowcy kontra reszta świata. Później jest narzekanie „rodzina nas nie kocha, nie akceptują naszego marzenia, patrzą na nas jak na wariatów”. No po prostu niesłychane. A może po części tak się dzieje dlatego, że wy sami nie akceptujecie obrazu życia swojej rodziny i myślicie o nich jak o głupich i nieświadomych? I próbujecie ich nauczać i uświadamiać? Może uważacie się za lepszych od nich, bo macie swój hektar, nie jecie mięsa, a wasze nieszczepione dzieci biegają z gołymi tyłkami po działce? Hę?

To dość niebezpieczna ścieżka. Daje pewną dozę przyjemności, męczennictwo „za wiarę” może być kuszące. Bycie niezrozumianym outsiderem, borykanie się z Systemem, walka z „siłami ciemności” może dawać satysfakcję, to jest także coś, na czym można budować tożsamość Buntownika. Tylko, jeśli my jesteśmy „ci dobrzy”, to potrzebny nam będzie przeciwnik, „ten zły”. A w danej narracji, „ten zły” to praktycznie cały świat… I tak kręcimy się w kółko, mamy na co narzekać, mamy winnych, mamy świętą misję na lata, tylko ten głęboki spokój, tylko to szczęście jakoś nie chce przyjść…

Oczywiście istnieją też ludzie zwyczajnie szczęśliwi. Niektórzy mieszkają na wsi, inni w mieście, to bez znaczenia. Nie tworzą sztucznych konfliktów, nie mają wrogów. Nie wywyższają się nad innych, nie demonizują różnych zjawisk, miejsc, osób. Są uważni i życzliwi w stosunku do siebie i ludzi wokół. Jedna z moich nauczycielek, Diana, powiedziała mi, że prawdziwie uduchowiony człowiek będzie czuć się dobrze wszędzie. Wszędzie będzie u siebie, czy to na wielkim przyjęciu, czy w galerii handlowej, czy na zapadłej wiosce depcząc błoto gumofilcem. Jeśli spotkamy takich ludzi, warto się od nich uczyć. Akceptacji, obecności, wdzięczności i innych „ości”.

Wracając do tematu – Anastazja ciepło wypowiada się o przedstawicielach różnych wyznań, chwaliła papieża Jana Pawła II za jego wkład w dialog między religiami. Mówi też, żeby mimo wszystko nie potępiać żadnych religii, podając prosty przykład z łańcuszkiem prowadzącym od ludzi dziś żyjących, do pierwszych ludzi na Ziemi. Że być może wśród twoich przodków byli ludzie różnej wiary, różnych religii, i lepiej jest zintegrować to w sobie, przyjąć to z wdzięcznością, bo odrzucając, odrzucamy część siebie i zrywamy więzi z Bogiem.
Anastazja opowiada również o różnych mechanizmach manipulacji stosowanych przez religie, o nieprawidłowościach i błędach. A nasze umysły chętnie się na tym zahaczają, tworzą wrogów – Żydzi rządzą bankami, Kościół zniszczył kulturę Słowian itd. itp.
„Nie będę chodził do pedofila w czarnej sukience żeby na klęczkach jeść wafelek z jego ręki, to poniżający zabobon dla niewolników”. Szach-mat, hurra, brawo ty. Twoi pradziadowie pewnie są wniebowzięci, że się tak „wyzwoliłeś”.
A najśmieszniejsze, że to nie jest tak, że wcale nie masz racji. Może i masz 100% rację. Tylko formułując tę rację w taki sposób, i stosując ją do pogłębiania podziałów i iluzji oddzielenia, szkodzisz sobie i bliskim.

Kiedy pierwszy raz czytałem książki „Anastazja”, odebrałem je jako czystą ideę miłości i wdzięczności do świata, do ludzi, powrót do natury. Słuchałem piosenek bardów, jeździłem do lasu, pisałem wiersze, marzyłem… A potem zacząłem spotykać się z ludźmi, podróżować, i okazało się, że każdy wyczytał w tych książkach co innego. Jeden widzi tam tylko walkę z systemem, inny zapomniane pogańskie rytuały i słowiańskie swastyki, ktoś inny sadzenie marchwi, ktoś kosmitów, ktoś ćwiczenia teleportacji, a jeszcze inny ucieczkę od rzeczywistości. Na dokładkę, mieszają to z innymi książkami, które czytali – o syjonistycznych spiskach, o reptilianach, o płaskiej ziemi, o prawie przyciągania, feng shui i działach orgonowych… I jeszcze jak zacznie jeden drugiego nakręcać, tłumaczyć, emocjonować się… Poezja!

Każdą ideę, każde objawienie czy prawdę można interpretować, zniekształcać, wykorzystywać do realizacji różnych celów. Przesłanie z książek Władimira Megre nie jest wyjątkiem. Zawarta tam wiedza może pomóc w harmonijnym rozwoju, w poszerzaniu świadomości, w odkrywaniu złożoności i piękna świata. Ale może też zostać wykorzystana do robienia podziałów, konfliktów, do zasilania i powtarzania starych, bolesnych schematów. Dlatego to, że ktoś określa się jako „anastazjowiec”, jeszcze nic nie znaczy. Jeśli pojawiają się wątpliwości, to często pomocna jest zasada: „ludziom patrz na ręce i wsłuchuj się w swoje serce”.

Na podstawie faktów autentycznych z życia CZY ANASTAZJOWCY SĄ SEKTĄ? 1
Mateusz Aponiewicz

Źródło

W przypadku naruszenia praw autorskich lub licencyjnych prosimy o kontakt

>

Send this to a friend