Rusofobia na Zachodzie ma wiele twarzy, jej specyficzną odmianą jest jej polska wersja. Bardzo głęboko ugruntowana kulturowo, na niedającej się podważyć spuściźnie historycznej, w której rolę kontaktów międzyludzkich – z zasady w przeważającej masie pozytywnych zastąpiła relacja Narodu okupowanego z aparatem państwowym Imperium represji.

Brak relacji ostatniego 70-cio lecia, zastąpiony formalnymi kontaktami w ramach struktur budowanych na ideologii przemocy, nie mógł spowodować zrozumienia, sympatii, ani nawet zaspokojenia ciekawości o sąsiadach. Być może to będzie dla wielu szokujące, ale główną fazą kontaktów pomiędzy naszymi Narodami były lata 90-te i „turystyka bazarowa”. To wówczas Polacy, Rosjanie, Białorusini, Ukraińcy i inne narodowości b. ZSRR, wśród których ujawniła się „żyłka handlowa” mogły się kontaktować wzajemnie w zasadzie bez ograniczeń, mając w tym wzajemnie interes i odnosząc z kontaktów korzyści – bez pośrednictwa i co najważniejsze bez monopolu elit, w tym polityków na wzajemne kontakty.

Potem znowu było gorzej, tj. wszyscy pamiętają „otwartość” Borysa Jelcyna, ale to były straszne czasy dla Rosjan i innych narodów b. ZSRR, w Polsce wówczas również nie było różowo, wszyscy zanim się zorientowali staliśmy się klientami naszych zachodnich mocodawców, panów i władców – Dolar stał się Bogiem. W Rosji i na Ukrainie powstały gigantyczne, po prostu niemożliwe do zrozumienia fortuny, Białoruś po okresie wchodzenia w chaos opanowała swój upadek decydując się na rządy demokratyczne i utrwalające białoruską państwowość. Jeżeli popatrzymy po 26 latach na nasze państwa, które jest najbardziej suwerenne, to przy założeniu, że Rosja w ogóle nie ma równej sobie konkurencji, to Białoruś wyszła na transformacji najlepiej. Białorusini zachowali państwo zdolne do działania, mają przemysł, struktury, społeczeństwo, nie sprzedali się i nie dali rzucić na kolana – owszem pod pewnymi względami jest ciężko, ale to wynik obrony państwa przed wyzyskiem ze strony kierujących procesami globalizacji. Jednakże nie ma żadnego sposobu, żeby porównać siłę polskich czy ukraińskich struktur państwowych do struktur białoruskich. Po prostu takie porównanie samo w sobie jest niemożliwe, dlaczego – proszę postarać się o wizę i odwiedzić Białoruś, wiele, ale to naprawdę wiele można tam podziwiać.

Polska swoim dążeniem do struktur zachodnich zapędziła się sama w kozi róg, stała się buforem, którym nie chciała być. W Warszawie liczono na partnerstwo z Zachodem, przy zupełnym zapomnieniu o tym, że na Wschodzie istnieje życie. Tymczasem prosty kryzys uchodźców i okrutna wojna domowa na Ukrainie pokazały, że Polska dla Zachodu nadal nie jest członkiem klubu, nadal musi się prosić, w tym o pełne zabezpieczenie poprzez oparcie się na sile sojuszy – NIE MA CO LICZYĆ. Dla niewielu, którzy to w Warszawie rozumieją jest to bardzo poważny szok. Ponieważ nagle się okazało, że pomimo pięknych deklaracji, wysiłków i pełnemu oddaniu się w posiadanie zachodnim panom – Polska, jest w zupełnie innym miejscu niż chciała być, a jej relacje z zachodem mają o wiele inny charakter niż było oczekiwane. PRZEDE WSZYSTKIM NIKT W BRUKSELI, BERLINIE, PARYŻU, LONDYNIE A NAWET WASZYNGTONIE – NIE BĘDZIE SIĘ KONFLIKTOWAŁ Z MOSKWĄ Z POWODU WARSZAWY. Uświadomienie sobie tego faktu zajmie w Warszawie elitom jeszcze z 20 lat, ale na szczęście nieliczni już zaczynają to rozumieć, jak np. pan Jarosław Kaczyński, tylko że ten, niestety wyciąga wręcz niesamowicie niemożliwe do wyciągnięcia wnioski. Jednakże na to nie można już niczego poradzić, ten pan już tak ma! Być może Polska w wyniku resetu jakim będą rządy prawicy zweryfikuje swoje podejście do polityki w regionie, tak żeby przynajmniej nie szkodzić i się nie narażać. Niestety na tą chwilę wiarę w struktury unijne, ponownie zajmuje wiara w uprzywilejowane stosunki i jakiś niewidzialny sojusz z USA.

Ukraina przez lata miotała się w walce ze swoją tożsamością. Pierwsza pomarańczowa rewolucja była przekleństwem, które kosztowało Ukrainę coś więcej niż tożsamość, to wtedy przygotowano grunt pod Majdan i jego nieszczęśliwe następstwa. Dzisiejsza Ukraina – targana nacjonalizmem, rządami oligarchów i działaniami zwykłych przestępców, to jest kraj który ma problemy sam ze sobą i musi walczyć już nie o samookreślenie się, ale o przetrwanie. Dziedzictwem Majdanu jest absolutny upadek wszystkiego – ludzie zarabiają przeważnie mniej niż przed zamachem stanu, siła nabywcza ukraińskich gospodarstw domowych jest przeważnie mniejsza. Co więcej Ukraina, jako kraj z podmiotu w regionalnej rozgrywce stała się na własne życzenie przedmiotem w grze zachodnich mocarstw, które jej bez ceremoniału dyktują co ma być w Konstytucji – co samo w sobie jest szokujące, bo takiego bezprawia nie ma nawet wobec krajów Unii Europejskiej. Ukraina oddała swoją suwerenność i status państwa poza blokowego czerpiącego z każdej strony świata, wszystko co najlepsze – za bezpieczne schronienia dla majątków oligarchów na Zachodzie, wyprzedaż gospodarki, generalny horror i postępującą faszyzację życia publicznego. To jest wręcz niesamowite, żeby państwo niepodległe, mające tak fantastyczne możliwości, z których przez lata korzystało handlując, z kim się da, czym się da – zrezygnowało z suwerenności i się podporządkowało państwom, z którymi mogłoby po prostu konkurować. Jednakże nie to jest największym problemem Ukrainy współczesnej, jest nim grzech ukraińskiego nacjonalizmu, – którego bolesnym akcentem było ludobójstwo w Odessie 2 maja 2014 roku i wszystko, co potem nastąpiło. Ukraińcy sterowani przez oligarchów, często obcego pochodzenia – nie tylko obrazili zwykłych Rosjan po prostu zachowując się nie godnie strzelając do braci i sióstr, niszcząc ich domy, bloki, powodując płacz i zniszczenie, jak również nie tylko popełnili winę państwową próbując udawać, że nie pożyczyli pieniędzy w Rosji, ale przede wszystkim popełnili zbrodnię największą z możliwych – napluli we własne gniazdo. Obrzucili Rosję błotem, nazywając ją publicznie krajem-agresorem, a Rosjan – agresorami, pokazali Rosjanom, za jakich braci ich uważają. Właśnie ta hipokryzja jest uznawana przez wielu w Rosji za coś szczególnie bolesnego, bo to tak, jakby ręka zarażona gangreną zaczęła uderzać we własne ciało, szarpać je i drapać. Ukraina chciała stabilizacji i rozwoju w stylu zachodnim, a ma na własne życzenie wojnę domową, podzielone i zastraszone społeczeństwo. Przez lata to państwo będzie walczyło o zachowanie jedności, czym deklasuje się samo w wyścigu cywilizacyjnym. To straszne, ponieważ ukraińskie elity uczyniły to wszystko w ciągu kilu miesięcy, zupełnie nie przejmując się losem własnego Narodu, który cierpi dzisiaj jak żaden inny w Europie.

Rosja zapłaciła straszną cenę za chaos lat 90-tych. Tego się nie da zrozumieć, jeżeli ktoś nie ma przełożenia na ówczesne rosyjskie realia. Na szczęście dzięki dojściu do władzy obecnego kierownictwa państwowego – udało się na tyle przeprowadzić proces modernizacji kraju, na ile pozwoliła zagranica. Sukces olimpiady w Sochi (i programu modernizacji państwa jaki jej towarzyszył) był punktem zwrotnym, kiedy to wrogowie Rosji już nie wytrzymali i za wszelką cenę wysterowano Ukrainę, żeby podpaliła Rosję i ponownie rzuciła ją na kolana, pod jej własnym ciężarem. Bo taka jest prawda o Rosji, że można ją pokonać tylko rękami samych Rosjan. Dlatego siły zła zrobiły wszystko i nie szczędzą środków, żeby pluć na Rosję przy każdej możliwej okazji ile się tylko da. Jak dowodzą najnowsze sygnały z samej Rosji, nawet prezesom banków – zdarza się chwila słabości i wydaje się im, że ich kraj mógłby coś zrobić lepiej. Uwaga – oczywiście, że wiele rzeczy można było w Rosji zrobić lepiej, wiele razy mówił o tym i prezydent Putin i prezydent Miedwiediew. Jednakże wszelkie reformy, jeżeli nie mają doprowadzić do upadku państwa jako systemu, co w przypadku Polski przykładowo oznaczało trwałą tendencję depopulacyjną, a w przypadku Rosji oznaczałoby po prostu rozpad Federacji i wojnę domową – trzeba umieć osadzić w realiach stanu istniejącego. Właśnie to od lat stara się robić rosyjskie kierownictwo państwowe, stopniowo, pomału, wszędzie gdzie się da, godząc się nawet na nadużycia i marnotrawstwo – modernizuje to potężne państwo. Jak widać z sukcesem, ponieważ siły zła zorientowały się, że Rosja nie tylko wstała z kolan, ale przede wszystkim jest w stanie sięgnąć po rezerwy Arktyki samodzielnie! Co uczyniłoby Rosję globalnym hubem surowcowo-energetycznym, bez którego pośrednictwa żadne poważniejsze procesy gospodarcze nie byłyby możliwe w przestrzeni kolejnych może i 500 lat, ponieważ właśnie o taką stawkę w surowcach mówimy. To, co kryje Arktyka, do której Rosja ma największy dostęp to nieskończone ilości surowców, zdolne do nadania globalnej gospodarce nowego poziomu rozwoju. Właśnie to chciał osiągnąć pan Władimir Putin – na trwałe wpisać Rosję w Arktykę, jako podmiot ją kontrolujący i posiadający wiarygodne zdolności do eksploatacji jej bogactw na skalę przemysłową. Tego się przerażono, ponieważ Moskwa rzuciłaby na kolana cały przemysł na świecie, po prostu dyktując ceny praktycznie wszystkich surowców, gdyż byłaby w stanie zaoferować prawie wszystko w dowolnej ilości w cenach konkurencyjnych dla zasobów ze złóż tradycyjnych. Na to rządcy współczesnego świata nie mogli się zgodzić, ponieważ to do Moskwy przeniósłby się główny ciężar fundamentów gospodarki świata. Właśnie z tych względów Rosja dzisiaj cierpi prześladowanie, jednakże to się w najbliższym czasie skończy, ponieważ interesy Zachodu nie są zbieżne dla wszystkich członków klubu. Europa konkuruje z Ameryką i ma tego coraz większą świadomość, jeżeli ktoś tego nie rozumie niech sobie poczyta o TTIP. Oznacza to, że w najbliższym czasie nastąpi wielki renesans Rosji na salonach świata, poza kwestiami gospodarczymi liczy się jeszcze zagrożenie terrorystyczne. Współpraca z Rosją jest dla Zachodu wybawieniem.

Wielka szkoda, że na tą chwilę jedynymi rządami krajów słowiańskich, które myślą o przyszłości słowiańszczyzny są rządy Czech i Słowacji, a po tym, co się stało na południu – jedność słowiańszczyzny na Bałkanach została na lata przerwana, podobnie jak to się dzisiaj dzieje na Ukrainie. O zgermanizowanych Słowianach w Niemczech zapomnieli wszyscy?

W tym wszystkim Słowianie są zagubieni. Porzuceni przez Rosjan Polacy boją się Rosjan i Niemców, pracując za grosze na Zachodzie – degradują się demograficznie, ponieważ nie stać ich na posiadanie dzieci w ich własnym kraju. Białorusini, co prawda mają przywilej, że nadal ich stać na życie we własnym kraju, skromne, ale jednak samodzielne to mają problem z tym jak pisze się nazwę ich kraju po rosyjsku. Ukraińcy mają żal do wszystkich nie dostrzegając własnych błędów i win a dosłownie głód zagląda w oczy. Rosjanie czują smak Imperium i chcą prowadzić globalną grę, a nie zajmować się jakimiś didaskaliami z sąsiadami, którzy nie są suwerenni – z perspektywy Moskwy w ogóle nie ma sensu rozmawiać już ani z Warszawą, ani Kijowem, ponieważ mocodawcy są w Brukseli i Waszyngtonie. Kto na tym wszystkim korzysta? Komu zależało, żeby skłócić ze sobą Państwa i Narody słowiańskie? Dlaczego Słowianie – największa siła na północnej półkuli nie mogą współistnieć i współdziałać – dla wspólnych interesów? Szczególnie boli ten sztuczny konflikt na Ukrainie, gdzie zrobiono prawie wszystko, żeby zaangażować Rosję w wojnę. To jest przerażające, jaką krzywdę dla Narodu słowiańskiego potrafi uczynić obca elita, nawet niewielka. To naprawdę szokujące – jeszcze nie rozumiemy do końca tego, co się stało na Ukrainie – to jedna z największych krzywd, jaką można było cywilizacji ludzkiej wyrządzić.

Jaka jest przyszłość Słowian? Czy jesteśmy skazani na konfrontacje z cudzego poruczenia? W imię cudzych interesów? Wymarcie? Jak do tej pory najpotężniejszą emanacją siły zjednoczonej słowiańszczyzny był stan z końca 1945 roku. Czy uda się utrzymać, chociaż to, co pozostało z tego stanu? Nie wiadomo, co jest kluczem do odwrócenia trendu – prawdopodobnie o wszystkim zadecyduje Polska, dla której dzisiaj już chyba każde rozwiązanie jest lepsze – niż trwanie w przedsionku pozornych sojuszy z Zachodem. Ewentualnie nastąpi zmiana w polityce rosyjskiej i liberalne władze tego kraju zmienią kurs na Imperialny, albowiem Rosja w długiej perspektywie czasowej ma do wyboru – albo dominację, albo dezintegrację. Doskonale rozumie to każdy, kto kiedykolwiek przekroczył bramę Kremla. Okres stanu nieustalonego od upadku muru w Berlinie, po wojnę domową na Ukrainie to cezura czasowa, która zmusi także ostrożną i wyważoną Rosję do przewartościowania polityki, albowiem Rosjanie już wiedzą, że nawet jakby się wyrzekli cyrylicy, to i tak nie będą dla Zachodu partnerami w takim rozumieniu partnerstwa, jakie sami uznają za zobowiązujące. Obecna wojna gospodarcza z Rosją, gdzie złamano prawie wszystkie zasady światowego handlu, a wręcz wykorzystano globalizację do uderzenia w Rosję (cena ropy), to ostateczna lekcja, której w Moskwie nie zapomną.

Rosyjskie tłumaczenie tekstu [tutaj]

Odwiedź stronę autora i pamiętaj by wspierać dobre treści!

W przypadku naruszenia praw autorskich lub licencyjnych prosimy o kontakt

>