Wiktoria Korzeniewska: Słowiańskość zajmuje bardzo ważne miejsce w Twoim życiu, prawda? Od czego wszystko się zaczęło? Jaki był ten pierwszy moment zetknięcia się ze światem naszych przodków? Czy to się stało w dzieciństwie czy w dorosłości? 

Witold Jabłoński: Jak większość polskich dzieciaków wychowałem się m. in. na „Mitologii” Parandowskiego i właśnie dzięki tej książce pojawiła się u mnie fascynacja antycznym światem przedchrześcijańskim i innymi starożytnymi cywilizacjami. Przypominam sobie, iż już na etapie licealnym uderzyło mnie, że uczą nas w szkołach o mitologii grecko-rzymskiej, ale prawie niczego nie dowiadujemy się o naszej słowiańskiej mitologii, o rodzimych korzeniach naszej kultury. O Słowiańszczyźnie przedchrześcijańskiej nie mówiło się prawie wcale, tak jakby przed rokiem 966 była jakaś czarna dziura, z której dopiero po tzw. chrzcie Polski wyskoczyli ni stąd, ni zowąd Polacy-katolicy. Taka metoda wymazywania naszej przedchrześcijańskiej przeszłości trwa zresztą z grubsza do dzisiaj. W połowie lat 80. ubiegłego stulecia wpadło mi w ręce pierwsze wydanie „Mitologii Słowian” Gieysztora. Książka mnie absolutnie zachwyciła i powaliła, otworzyła oczy na mnóstwo rzeczy i pamiętam, że już wtedy nurtowała mnie myśl, dlaczego nie została lekturą szkolną obok właśnie Parandowskiego. Potem przyszły kolejne, inspirujące lektury: świetna „Niesamowita Słowiańszczyzna” Marii Janion i wnikliwa, błyskotliwie pogłębiająca tematykę „Religia Słowian” Andrzeja Szyjewskiego. Jak widać, był to proces dosyć powolny i długotrwały, bo pogłębiając swoją wiedzę na dany temat, musiałem po drodze wyzbyć się wszczepianych nam od dziecka schematów myślowych: choćby takiego, że zanim polano nas wodą chrztu, niczego tu wcześniej nie było… najwyżej jakaś dzicz siedząca po kurnych chatach, jak nam całe wieki wmawiano.

W.K.: Od jak dawna chodził Ci po głowie pomysł na „Dary bogów”? Czy masz poczucie wypełnienia tą książką pustej luki?

W.J.: Pomysł narodził się i ostatecznie wykrystalizował właśnie po lekturze książki Szyjewskiego, lecz z powodów opisanych wyżej musiał długo dojrzewać. Oczywiście jedną z przyczyn był także brak słowiańskiego eposu bohaterskiego w rodzaju „Iliady” lub „Eddy”. Nie było dzieła, do którego mógłbym się bezpośrednio odwołać, tak jak czynili to autorzy piszący o greckich mitach, czy ostatnio Neil Gaiman w „Mitologii nordyckiej”. Miałem świadomość, że czeka mnie ogromna praca zebrania w miarę spójną całość rozmaitych zachowanych strzępków znanych z bardzo nielicznych źródeł, na dodatek zazwyczaj obcego pochodzenia. Piszę o tym szczegółowo we wstępie do „Darów”, nie ma więc potrzeby tutaj o tym rozprawiać. Ideą przewodnią tej książki była dla mnie nie tylko zbeletryzowana wersja rodzimych mitów, przeznaczona na użytek młodych czytelników, ale także zawarcie w niej podstawowej wiedzy, jaką dysponujemy obecnie na temat przedchrześcijańskich zwyczajów i wierzeń. Oprócz obszernego wstępu, wprowadzającego czytelnika w szereg zagadnień, dołączone są także informacje na temat dostępnych źródeł, obrzędów słowiańskich, biogramy naszych bóstw, a także wybór literatury przedmiotu. Chciałem, aby w jednej, niekoniecznie bardzo opasłej książce, odbiorca znalazł swoiste kompendium słowiańskie, które umożliwiłoby mu dalsze zgłębianie tematu. Gdy praca była na ukończeniu, rozpoczęła się prawdziwa droga przez mękę w poszukiwaniu wydawcy. W większości oficyn natrafiałem na mur niezrozumienia i charakterystyczną blokadę intelektualną: „Mitologia słowiańska? A w ogóle jest coś takiego?” Taką ignorancją popisywali się nawet ludzie z wyższym wykształceniem humanistycznym! Uświadomiło mi to, jak wiele jest jeszcze w tym względzie do zrobienia, jaka praca organiczna nas czeka, by przełamać ten kompleks niższości i nadrobić całe lata edukacyjnych zaniedbań. Utworem zainteresował się w końcu Instytut Wydawniczy Erica. Niestety różne względy sprawiły, że tekst przeleżał w wydawniczej zamrażarce prawie trzy lata, co skłoniło mnie do szukania nowego wydawcy. Niejako po drodze zainteresowała się moją twórczością audioteka.pl i 25 września ubiegłego roku zaprezentowała „Dary bogów” w formie znakomicie zrealizowanego słuchowiska z gwiazdorską obsadą. W rolach głównych zagrali bowiem Magdalena Cielecka, Wiktor Zborowski i Jakub Wieczorek oraz wielu innych znakomitych aktorów. Ogromne zainteresowanie, z jakim się spotkał audiobook, uświadomiło niektórym jak wielki panuje głód owej tematyki i ułatwiło tytułowi dalszą drogę.

Baba Jaga, Popiel i słuchowiska – rozmowa z Witoldem Jabłońskim 1

W.K.: Wszystkie postacie w „Darach bogów” otrzymały wyjątkową kreację. Nabrały charakteru, uczuć, stały się kimś, do kogo można się przywiązać. Jakie to było uczucie – pisać w ten sposób o bogach i po części stwarzać ich na nowo?

W.J.: Stwarzając charaktery naszych bóstw, kierowałem się przede wszystkim przekonaniem, że reprezentowały pierwotnie żywioły i potęgi natury, ale z czasem zyskały w opowieściach ludzkie cechy związane z wykonywanymi przez nie „funkcjami”. Swaróg, jako bóg ognia i kowalstwa jest więc u mnie „gorący” i pracowity, Perun wojowniczy, Wielka Matka Mokosza opiekuńcza i wyrozumiała, Strzybóg porywczy i nieobliczalny jak wiatr, Weles mroczny i zagadkowy, Chors chłodny i zmienny itp. Zależało mi także na uzmysłowieniu dzisiejszemu czytelnikowi, że politeistyczni bogowie nie uosabiali jednoznacznie dobra ani zła, jak to się dzieje chociażby w chrześcijaństwie. Postrzegani byli jako postacie o dwojakich obliczach: dobrym dla jednych, złym dla innych, podobnie jak ludzie. Słowianie postrzegali odwieczny konflikt światła z ciemnością czyli życia ze śmiercią w kategoriach ambiwalentnych, podobnie jak inni „poganie” uważali bowiem, że zarówno bóstwa opiekujące się siłami płodności i rozwoju, jak i te uosabiające moce chaosu i śmierci, mają swoje ważne miejsce we wszechświecie, dopełniają się wzajemnie i nie mogą bez siebie istnieć, a ich współistnienie warunkuje równowagę całego świata. Brak dualizmu dobra i zła w przedchrześcijańskich wierzeniach to bardzo istotna kwestia, odróżniająca je od późniejszych religii monoteistycznych. Mam nadzieję, że udało mi się ukazać to wystarczająco jasno i przystępnie, nawet dla słabo zorientowanego czytelnika, a takich, nie łudźmy się, jest u nas większość. Moi bogowie są więc z jednej strony bardzo ludzcy w swoich reakcjach i zachowaniach, ale także nadludzcy, bo skoro mają nadludzkie moce i są nieśmiertelni, nie ograniczają ich człowiecze normy ani zasady moralne. Stwarzanie w taki sposób boskich postaci przyniosło mi ogromną satysfakcję, ale przesadziłbym, gdybym stwierdził, że sam czułem się przy tym bogiem. Starałem się podejść do sprawy z pokorą i umiarem. Odmalowałem bogów… może nie na kolanach, bo poganie nie klękają… ale z prawdziwym szacunkiem, respektem i oddaniem.

W.K.: Ze wszystkich tych postaci najbardziej moją uwagę (i serce) przyciągnęła Baba Jaga. Jej wizja jest u Ciebie niezwykle wyjątkowa. Skąd pomysł i inspiracja? Przecież Baba Jaga, którą znamy z bajek, jest po prostu złą wiedźmą. A u Ciebie zyskuje niezwykłą historię i wewnętrzną moc – nie tylko magiczną. 

W.J.: Baba Jaga jest jednoznacznie negatywną postacią, głównie w bajkach zapisanych przez braci Grimm: „Frau Trude” oraz w baśni o Jasiu i Małgosi. Jest to zatem germańska wizja, rozpowszechniona zapewne wraz z inwazją chrześcijaństwa, które z dawnych wiedźm, czyli kobiet „wiedzących”, przechowujących pradawną wiedzę o działaniu ziół i guseł, czyniło złe czarownice, zasługujące na śmierć w ogniu. Nie bez powodu ukazywano je jako oszalałe staruchy, dokonujące dzieciobójstwa i aktów kanibalizmu, chciano bowiem w ten sposób maksymalnie zohydzić katolikom przedchrześcijańskie magiczne rytuały. Niektórzy uczeni uważają, że postać ta, niezmiernie popularna w słowiańskich baśniach, mogła być dawniej leśną boginką lub wiejską guślarką, odpowiedzialną za rytuały przejścia z dzieciństwa w dorosłość, stąd symboliczne „pożeranie” dzieci i obrzędowe przejście przez ogień. Brak na to jednoznacznych dowodów, lecz taka koncepcja wydaje się literacko kusząca. Jako że w innych opowieściach zamieszczonych w „Darach bogów” ukazuję początki różnych światowych i zaświatowych wydarzeń, postanowiłem także ukazać w jaki sposób Jaga stała się powszechnie znaną Babą Jagą. Natrafiłem na okrutną ugrofińską baśń o znieważonym ogniu, która wydała mi się dogodna, by ukazać mą bohaterkę nie jako patologiczną zbrodniarkę, tylko jako skrzywdzoną przez los kobietę, która utraciwszy wszystko, co było jej drogie: męża, dziecko i dom, nie poddaje się, lecz bierze los we własne ręce, zwracając się ku mocom ciemności… resztę niech sobie czytelnik doczyta.

Bilibin. Baba Yaga.jpg
Iwan Bilibin – Baba Jaga, 1902, źródło
 

W.K.: W rosyjskich baśniach Baba Jaga nie jest do końca postacią negatywną, często zdarza jej się pomagać głównym bohaterom. Czy taka kreacja wpłynęła na Twoją Babę Jagę?

W.J.: Owszem, taką niejednoznaczną postacią jest często w baśniach rosyjskich, na przykład „Finist – Jasny Sokół” czy w „Baśni o jabłkach młodości i żywej wodzie”: zarówno sierota Mariuszka jak i carewicz Iwan otrzymują pomoc ze strony wiedźmy, w zasadzie bezinteresowną. Wydało mi się to niezmiernie ciekawe i zagadkowe, a zarazem wzbogacające postać, która jawi nam się ambiwalentnie, tak jak dawni przedchrześcijańscy bogowie. Może dlatego moja młoda Jaga wypadła tak wiarygodnie jako osoba wielowymiarowa psychologicznie, dzięki czemu spodobała się wielu odbiorcom słuchowiska audioteki. Przeczuwam, że wydanie książkowe przysporzy jej również sporo oddanych wielbicielek.

W.K.: Wiemy już, że Baba Jaga w „Darach bogów” jest jedynie początkiem i jej postać rozwinie się w nowej książce. Zdradzisz coś więcej? Tytuł, temat fabuły, a może planowana data wydania?

W.J.: W zakończeniu opowieści czternastej z rozmysłem umieściłem sugestię, że być może była żoną księcia Popiela, bo już wówczas planowałem kontynuację jej losów. Pomysł ten zresztą podsunął mi mało znany dzisiaj poemat Wojciecha Dzieduszyckiego „Baśń nad baśniami”. Traktując go jako punkt wyjścia, stworzyłem własną, wielowątkową sagę słowiańską, zatytułowaną „Popiel, syn popiołów”, napisaną w formie dziesięcioczęściowego słuchowiska na specjalne zamówienie audioteki. O ile wiem, zakończono już nagrywanie dialogów (wzięło w nich udział ok. 40 aktorów, można więc śmiało mówić o kolejnej superprodukcji!) i obecnie audiobook jest w fazie postprodukcji, czyli wgrywane są efekty dźwiękowe oraz muzyka, stworzona zresztą specjalnie na potrzeby tego projektu przez utalentowaną kompozytorkę młodego pokolenia. W roli Jagi wystąpiła ta sama aktorka, Anna Sztejner, tak więc realizatorzy zachowali jedność postaci. Premiera powinna nastąpić w najbliższych miesiącach. O postępach prac będę informował na bieżąco na mojej stronie fejsbukowej „Dawni bogowie wracają…”, na którą serdecznie zapraszam. Wersja powieściowa jest już także ukończona i została wysłana do redakcji. Premiera książki nastąpi prawdopodobnie jesienią tego roku. Moja Jaga z prostej, wiejskiej wiedźmy, staje się małżonką mrocznego władcy i wraz z nim para się czarną magią. Upojona władzą i ślepo zakochana w Popielu (zresztą z pełną wzajemnością), przypomina trochę Lady Makbet i robi dla niego dosyć okropne rzeczy, jakkolwiek usprawiedliwia ją w jakimś stopniu właśnie głębokie uczucie, żywione do męża oraz okrutne wymogi walki o tron. W swej właściwej roli, to znaczy złośliwej jędzy zamieszkującej w chacie za wsią, występuje tylko w jednym odcinku i w ten sposób złożyłem hołd baśniowej tradycji. W tym ujęciu staje się więc bardziej złowieszcza, ale powinna  mimo to pozostać bliska wielu współczesnym wiedźmom, które sporo mogłyby się od niej nauczyć. Więcej nie mogę zdradzić, lecz sądzę że kolejne niekonwencjonalne ujęcie owej postaci, jak zresztą wielu innych bohaterów, zainteresuje odbiorców szukających nowatorskiego ujęcia naszych rodzimych legend dynastycznych, sprowadzonych w dwóch ostatnich stuleciach do rzędu dziecinnych bajeczek. W mojej wersji odzyskały wymiar okrutnej sagi, pełnej grozy i krwi.

 

W.K.: A wracając na chwilę do baśni rosyjskich… Sporo z nich czerpałeś inspiracji, prawda? Aż czuje się ich klimat przy lekturze „Darów bogów”. Z których głównie baśni czerpałeś natchnienie? I które są Twoimi ulubionymi?

W.J.: Poszukując śladów wątków mitycznych zachowanych w baśniach ludowych, kierowałem się głównie ustaleniami dwóch uczonych rosyjskich, Iwanowa i Toporowa, naturalne jest więc, że wykorzystałem również zgromadzony przez nich ogromny materiał fabularny, na przykład rekonstruując opowieść o Dziewannie i Jarowicie, do której trafił ze staroruskich bylin żmij Gorynicz, u mnie nazwany bardziej z polska: Gorycz. Na własną rękę szukałem też uniwersalnych, wędrujących motywów, jakie słowiańscy wędrowni bajarze mogli szeroko rozpowszechniać od ruskich stepów po bałtyckie wyspy, nie przejmując się, tak jak my dzisiaj, metryczkami plemiennymi czy narodowościowymi. Wertując równolegle zbiór baśni rosyjskich Aleksandra Afanasjewa i „Bajarza polskiego” Antoniego Glińskiego, starałem się znaleźć jak najwięcej wspólnych motywów, składających się na spójną słowiańską epopeję. Tak właśnie powstała opowieść trzynasta o Trojanie, „wnuku Welesowym”, w której połączyłem elementy polskiej baśni „O trzech pustelnikach, Trzechsynie i o królewnie zaklętej” z rosyjską „Cudowną koszulą”. Są one na tyle do siebie podobne, że śmiało możemy mówić o wspólnej tradycji słowiańskiej w kwestii pokrewnego światopoglądu, podobnej filozofii życiowej i jednolitej wizji świata. Do moich ulubionych baśni należy „Maria Moriewna” z fascynującą postacią Nieśmiertelnego Kościeja. Nie wykorzystałem wprawdzie jej w „Darach bogów”, lecz postać ta pojawia się w mojej dwutomowej fantasy historycznej „Ślepy demon”, będącej kontynuacją cyklu zapoczątkowanego przez „Słowo i miecz” oraz w sadze o Popielu, gdzie trochę na zasadzie prequelu widzimy wcześniejsze losy czarownika, kiedy jest mentorem i najbliższym doradcą mrocznego knezia. Ciekawych odsyłam do wymienionych tytułów.

W.K.: Kiedy możemy wypatrywać w księgarniach papierowego wydania „Darów bogów”? Czy zdradzisz, czy będą ilustrowane? I jeżeli tak, to kto tworzy do nich ilustracje?

Obecnie książka jest w przygotowaniu w oficynie Genius Creations i jej premiera jest zapowiadana na wiosnę. Wydawca planuje luksusowe wydanie kolekcjonerskie z twardą okładką i bogato ilustrowane. Ilustracje tworzy Bena Leśniowska-Gustyn, wszechstronna artystka, parająca się także rodzimowierczą ceramiką. Mam nadzieję, że wiosną tego roku zakończy się nareszcie wydawnicza odyseja (a raczej gehenna) tej książki i jej ostateczny kształt zadowoli nawet najbardziej wybrednych czytelników.

Bardzo dziękuję za wywiad!

A Was, moi drodzy, zachęcam do słuchowiska „Dary bogów”. A nam, którzy już jesteśmy po przesłuchaniu tej cudownej książki, pozostaje z niecierpliwością czekać na jej papierowe wydanie, oraz oczywiście na „Popiela”.